Brave News 7 minut czytania

Przepis na sukces pracy zdalnej, czyli jak pracowaliśmy przez 5 miesięcy?

Andrzej Kozdęba

Początek Brave New był bardzo nietypowy. Bo kto normalny zakłada spółkę, a następnie wylatuje z kraju na 5 miesięcy? Jak udało nam się prowadzić firmę, gdy dzieliło nas kilka tysięcy kilometrów? Poznajcie nasz sekret. 

Początek naszej działalności był bardzo nietypowy. Brave New jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością uzyskała wpis do rejestru 6 marca. Zależało nam na tym, by postawić firmę na solidnej podbudowie jak najszybciej. Powód? 4 kwietnia wyjeżdżałem na kilka miesięcy do Azji.

Decyzję o połączeniu prowadzonego przez Michała Melon Studio z prowadzonym przeze mnie studiemKMIN podjęliśmy na przełomie 2017/2018 toku. Obaj byliśmy zmęczeni tym, jak działały nasze firmy do tej pory, szukaliśmy nowego wyzwania, które pozwoli nam wskoczyć na wyższego konia i sięgnąć po bardziej ambitne cele.

Tworząc Brave New wiedzieliśmy, że czeka nas spore wyzwanie: już od kilku miesięcy mialem zaplanowany wyjazd do Azji. Marzenie wyjazdu z Polski, by przez kilka miesięcy żyć na innym kontynencie i pracować zdalnie, chodziło za mną od kilku lat i nie dawało mi spokoju.

Sprawa wyjazdu była jedną z istotniejszych spraw, które musieliśmy dogadać. Oczywiście trip był od początku na stole. Z Michałem znamy się od dawna, więc o moim planie nasłuchał się jeszcze zanim gdzieś na horyzoncie zaczęła majaczyć spółka.

W dyskusjach stworzyliśmy 3 scenariusze:

Szybko skreśliliśmy scenariusze nr 2 i 3. Byliśmy zdecydowani na współpracę. Wiedzieliśmy też, że za pół roku pojawiłyby się kolejne przeszkadzajki, nowe wyjazdy, trzeba rzeźbić w tym, co mamy. A akurat na rzeźbieniu w dziwnych okolicznościach znamy się jak mało kto.

Wiele osób z niedowierzaniem patrzyło na to, co robimy. Wcale im się nie dziwię, jeszcze kilka lat temu sam pukałbym się w głowę słysząc o takim braku odpowiedzialności. Ale w naszej branży cyfrowy nomadyzm nie jest niczym niezwykłym. Technologia wspierała nas niczym dobra matka chrzestna. Szans było dużo, a zagrożenia wcale nie były aż tak straszne, jak mogłoby się wydawać.

5 kwietnia nad ranem, już jako współwłaściciel Brave New Sp. z o. o., stanąłem na tajskiej ziemi. Kilka godzin później odpisywałem na maile klientów.

Przez 5 miesięcy pracowałem zdalnie z Tajlandii, Laosu, Wietnamu, Kambodży, Malezji i Singapuru. Zorganizowaliśmy naszą pracę tak, by dzielące nas kilometry nie były dla nas przeszkodą. Co wzięliśmy pod uwagę?

1. Dobry plan i przygotowanie

Jeszcze przed wyjazdem stworzyliśmy świetny plan działania. Wyznaczyliśmy jasne cele kwartalne. Wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć, jaki przychód wygenerować i mieliśmy pomysł, jak to wszystko ma wyglądać. Z wyprzedzeniem ustaliliśmy dni wolne od pracy. Określiliśmy minimalną liczbę godzin które każdy z nas ma przeznaczać na Brave New tygodniowo. Wyznaczyliśmy stałą porę oraz agendę narady (łącznie z uwzględnieniem, że każde spotkanie rozpoczniemy small talkiem). Wydaje mi się, że zaplanowaliśmy wszystko, co dało się zaplanować.

Poza naszymi wspólnymi planami, pozostała jeszcze kwestia zaplanowania mojej pracy w Azji. Przygotowałem się pod względem sprzętu. Zabrałem drugi telefon, odpowiednią ilość dodatkowej gotówki potrzebnej w razie zepsucia laptopa czy jakiejś kradzieży. Na bieżąco sprawdzałem też najlepsze sposoby łączenia się z internetem (karta SIM zdecydowanie wygrywała w każdym kraju) oraz dbaliśmy o to, żeby mieszkać w miejscach, w których sieć śmiga na przynajmniej przyzwoitym poziomie.

2. Komunikacja

W każdy poniedziałek o 9 czasu środkowoeuropejskiego (13 w Tajlandii) odbywaliśmy naradę firmową. Narada była ważnym elementem naszej działalności i w ciągu 5 miesięcy odpuściliśmy ją tylko 2 razy (jedną z powodu urlopu i jedną na 3 dni przed moim powrotem).

Do bieżącej komunikacji używaliśmy Slacka, do mierzenia czasu pracy Toggla, a do wyznaczania zadań naszym współpracownikom Asany. Ustaliliśmy, że nie poruszamy tematów związanych z praca na Messegerze. Rozmowy głosowe prowadziliśmy przez Slacka, Skype’a, a czasami przez WiFi Calling, czyli telefonicznie.

W polskich godzinach pracy starałem się być dostępny, co oznaczało, że czasami Slacka miałem włączonego w telefonie do 21. W razie kryzysowej sytuacji byłbym w stanie szybko zareagować. Michał o tym wiedział, ale potrzeba rozmowy po 18 czasu tajskiego była bardzo rzadka. Nasza współpraca rozkładała się mniej więcej tak:

4-9 czasu polskiego (9-13 czasu tajskiego) – Andrzej pracuje

9-13 czasu polskiego (13-17 czasu tajskiego) – pracujemy wspólnie

13-17 czasu polskiego (17-21 czasu tajskiego) – Michał pracuje

Te 4 godziny były wystarczające do efektywnej komunikacji.

WiFi Calling używałem też przez cały czas do rozmów z klientami. Część z nich do dzisiaj nie zauważyła mojej kilkumiesięcznej nieobecności. Jednym z bardzo ważnych elementów, o które najmocniej dbałem podczas wyjazdu, był nienaganny kontakt z zespołem i klientami. Uważam, że udało się w 100%.

3. Jasny podział obowiązków

Staraliśmy się w jak najbardziej sprawiedliwy sposób podzielić obowiązkami. Michał przejął wszelkie zobowiązania stacjonarne, odwiedzał naszą księgową, dysponował kartą i składał pisma, które wymagały złożenia. Ja z kolei odpowiadałem za sprawy finansowe i przelewy oraz promocję artykułów blogowych. Wszystkie inne sprawy podzieliliśmy według uznania.

4. Wyrzeczenia

Oczywiście potrzeba pracy i bycia w zasięgu internetu miała również swoją brzydszą stronę: musiałem się trzymać ubitego traktu, a to oznaczało wypady w głuszę jedynie w weekendy. Wiedziałem jednak od początku, że do Azji jadę w określonych celach i akceptacja takiego stylu podróżowania nie była dla mnie problemem.

Do innych wyrzeczeń zaliczyć mogę:

Liczbowo wyrzeczeń nie było dużo, ale towarzyszyły nam przez większość wyjazdu.

5. Szczerość i zaufanie

Uważam, że nasza zdalna współpraca padłaby, gdyby nie to, że obaj ufaliśmy sobie. Tu zdecydowanie to ja musiałem liczyć na zaufanie Michała i starałem się być fair wobec niego. Dlatego, jeśli w którymś tygodniu nie wyrobiłem ustalonej przez nas normy, w następnym dbałem o to, by nadrobić zaległości. Byliśmy też umówieni na 100% szczerości – jeśli któremuś z nas coś przeszkadzało, należało od razu zgłosić wątpliwości drugiej stronie.

Zasady zaufania i szczerości obowiązują w naszej pracy w dalszym ciągu, ale w przypadku pracy zdalnej były one moim zdaniem kluczowe dla sukcesu przedsięwzięcia.

6. Solidność i determinacja

Lubię swoją pracę, może aż za bardzo. Źle się czuję, gdy zawalam terminy, nie spełniam swoich oczekiwań i pracuję mało. A w firmie, która dopiero co została założona nie da się pracować mało.

Zdawałem sobie z tego sprawę i wiedziałem, że w Azji będę miał co robić. A że od samego początku nie możemy narzekać na brak zainteresowania klientów, to czasami trzeba było spiąć tyłek i posiedzieć dłużej mimo wspaniałej pogody i miejsc, które domagały się dokładnego poznania. Myślę, że odpowiedni mindset odegrał kluczową role dla sukcesu zdalnego działania. W takich warunkach odpuścić i lecieć na plażę byłoby bardzo łatwo. Jednak odpowiedzialność wzięła górę.

Jak z perspektywy czasu oceniam decyzję o wyjeździe?

Zaraz po moim powrocie z Azji zrobiliśmy spotkanie, na którym między innymi omówiliśmy ostatnie 5 miesięcy. Próbowaliśmy znaleźć jakieś negatywy, zgrzyty, problemy. Oprócz kilku kosmetycznych kwestii, nie znaleźliśmy nic. Być może źle szukaliśmy, ale wolę wierzyć, że jednak ta współpraca układała się wzorowo. Zresztą, jeszcze w Azji wielokrotnie myślałem nad wąskimi gardłami i szukałem sposobów na poprawienie relacji Azja Wschodnia – Kraków, ale również wtedy było mi naprawdę trudno znaleźć problemy.

Z perspektywy czasu decyzję o wyjeździe uznajemy za w 100% trafioną. Spełniłem marzenie, co dało mi niesamowitego kopa energii. W trakcie wyjazdu wpadłem na kilka genialnych pomysłów, które pomogły nam działać jeszcze skuteczniej. Nie wiem, czy wpadłbym na nie w Polsce. Po powrocie robota dosłownie pali mi się w rękach.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że udowodniliśmy sobie, że jesteśmy w stanie skutecznie pracować z każdego miejsca na ziemi, a odległość nie ma wpływu na relacje zawodowe i funkcjonowanie firmy. Podczas tych 5 miesięcy nauczyliśmy się wiele na temat pracy zdalnej. To niesamowicie wartościowa lekcja, bo część naszych współpracowników pracuje z nami zdalnie: z Radomia, Poznania, Torunia. To, że świetnie się z nimi dogadujemy jest wynikiem naszych doświadczeń, sukcesów i porażek, bo i takie nam się zdarzyły w ciągu tej azjatyckiej przygody.

Tymczasem, już z Krakowa, przygotowujemy się do realizacji nowych wspaniałych projektów. Mamy mnóstwo pomysłów i świetnych Klientów, dla których tworzymy niesamowite realizacje. Śledźcie naszego bloga i fanpage’a, żeby być na bieżąco nie tylko z tym nad czym, ale i skąd obecnie pracujemy :).

16 komentarze

Dodaj komentarz
Kamil pisze:

Świetnie to Panowie rozegraliście, pracowałem zdalnie z sukcesami ale jako trybik w dużej organizacji, mam wrażenei że determinacja była u Was bardzo duża, brawo;)

Dzięki 🙂 W takiej organizacji też musi się bardzo ciekawie pracować 🙂

Ewelina pisze:

Chciałabym Wam również mocno pogratulować. Sama dwa ostatnie lata pracowałam „na etacie dla firmy” i mimo, że na końcu miałam już dość 🙂 to miło wspominam ten czas- nauczyłam się sporo, jeśli chodzi o organizację pracy własnej, choć zawodowo (jestem księgową) nie zrobiłam zbyt wiele kroków do przodu. Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia!

Paulina pisze:

Świetnie, że dzielisz się Waszym doświadczeniem, opisując, co konkretnie przyczyniło się do Waszego sukcesu! To rzeczywiście niesamowite, jakie możliwości uelastycznienia swojej pracy daje współczesna technologia. I pięknie, że spełniłeś swoje marzenie – oto wisienka na torcie (albo i nawet cały tort ;)))

Zdecydowanie cały tort. W naszej branży internet i technologia bardzo pomagają w takim stylu pracy.

Michał Maj pisze:

Z mojej strony, jedyne czego brakowało, to możliwości pójścia na piwko po pracy itp. 🙂 Tego brakowało i Internet tego nie obejdzie 🙂

Dorota pisze:

Sama testuję współpracę zdalną, ale bywa różnie. Zauważyłam że podstawą są regularne spotkania na Skype albo przez telefon. Gratuluję sukcesu i spełnionego marzenia 🙂

Zdecydowanie, regularna komunikacja jest bardzo ważna 🙂

Karolina pisze:

Szczerze gratuluje sukcesu. Wspaniała inspiracja.

Goga pisze:

Bardzo ciekawa opowieść 🙂 Mnie też się marzy pisanie z innego państwa, ale czekam, aż dziecko podrośnie 🙂 Super, że Wam się udało!

Michał pisze:

Cyfrowy Nomad to kierunek, który bardzo dynamicznie się rozwija. Chyba zapoczątkował go Tim Ferriss w swojej książce „4 godzinny tydzień pracy”. Jeśli byłbym singlem bez rodziny z pewnością bym w tym kierunku poszedł 😉 Ale jest inaczej i nie żałuję 😛

Najważniejsze to nie żałować 🙂 Aczkolwiek coraz więcej nomadów to także rodzice z dziećmi 🙂

Monika pisze:

Gratuluję sukcesu! Jak widać dobra logistyka i przestrzeganie ustalonych nawzajem zasad to podstawa.

Kasia pisze:

Brawo panowie! Historia godna naśladowania!

Karolina pisze:

Gratulacje 🙂 uważam, że jeśli ktoś czegoś chce to znajdzie sposób, a jeśli nie to znajdzie wymówkę i jesteście na to idealnym przykładem. Ja również pracuję zdalnie i daje mi to cudowne poczucie wolności. Życzę wielu sukcesów! 🙂

Paulina pisze:

Wow, bardzo solidny wpis! Nie każdy ma jaja by założyć spółkę ;-)) a już założyć spółkę i jechać do Azji?! Pogratulować odwagi i świetnego przygotowania. Super, że udało się klarownie wyznaczyć cele, obowiązki i zorganizować pracę. Szkoda, że w Azji nie mają wygodnych krzeseł ;-))